Subiektywnie na stulecie

Warto było spędzić ostatni weekend czerwca w Mediolanie. Świat celebrował setną rocznicę powstania Alfy-Romeo. Parada tysięcy samochodów tej marki, koncerty, odsłonięcie rzeźby-pomnika to tylko niektóre atrakcje. Legenda torów wyścigowych i rajdowych tras ze znakiem wykorzystującym herb Milano jak żadna inna marka nie pobudza wyobraźni.

O historii firmy przeczytać można niemal wszystko. Galeria postaci z nią związanych wypełnia większość stron encyklopedii motoryzacji. Scudetto z charakterystycznym znakiem budzi identyczne emocje w każdym miejscu świata. Trudno się dziwić. Ilości zwycięstw Alfy-Romeo nikt chyba dokładnie nie spisał, a każdy wyścig to odrębna historia i często dramaty obrastające, wraz z upływem czasu legendami.

Polska historia Alfy- Romeo rozpoczęła się być może we Lwowie. Łza się w oku kręci gdy uświadomimy sobie, że przed wojną mieliśmy wyścigi Grand Prix na trudnym ulicznym torze. Pytany po wielu latach o najtrudniejszy wyścig w karierze legendarny kierowca Rudolf Caracciola bez wahania wymienił Lwów, gdzie wygrał w 1932 roku prowadząc Alfę-Romeo. W ostatnim GP Polski w 1933 triumfował Norweg Bjornstadt przed  Włochem Balestrero. Obaj na Alfach-Romeo. Od pierwszego wyścigu w 1930 nie brakowało polskich kierowców za kierownicami aut tej włoskiej marki. Skolimowski wygrał wtedy klasę samochodów sportowych.

Trasa dawnego Grand Prix Polski  istnieje do dzisiaj. Spacerując śliską, bazaltową kostką lwowskiej ulicy akademickiej trudno sobie wyobrazić czego dokonywali ówcześni kierowcy, kiedy podczas słonecznej pogody można tam ślizgać się na podeszwach butów. Przyczepność w deszczu na przedwojennych oponach musiała być, delikatnie mówiąc, symboliczna.  Z drugiej strony można policzyć ile lat czekaliśmy na kolejnego kierowcę najwyższego formatu Roberta Kubicę. Imprez rangi Grand Prix chyba się nie doczekamy.

Po wojnie Alfę-Romeo znaliśmy głównie z filmów i lektury. Stan ten trwał do lat osiemdziesiątych kiedy to spróbowano ożywić polskie wyścigi. Wśród zawodników pojawiły się dwie Alfy-Romeo GTV z pracownikami dyplomacji Italii za kierownicami. Każdy kto oglądał je w akcji nie zapomni tego do końca życia. Vice konsul z Trójmiasta Mario Graziani dysponował niemal seryjną dwulitrową GTV. Jego kolega Lelio Lattari zaczynał od pojemności 1300, aby kończyć karierę na potwornej 1750 GTaM przygotowanej przez firmę Autodelta. Samochód robił piorunujące wrażenie i był w zasadzie jedynym rywalem Porsche Carrery Adama Smorawińskiego o dwukrotnie niemal większej pojemności skokowej silnika . Lattari jeździł również w rajdach samochodowych. Mistrzowskie tytuły w obydwu dyscyplinach potwierdzały tylko uniwersalność zarówno auta jak i kierowcy. W międzyczasie na Rajdzie Polski pojawiła się fabryczna Alfetta GTV z Mauro Pregliasco za kierownicą. Niestety rajd odbywał się w trakcie tradycyjnej na Dolnym Śląsku powodzi. Popis jazdy i możliwości samochodu poszedł na marne gdy tuż przed metą przed maską zwaliło się podmyte drzewo.

Nadchodziły lata osiemdziesiąte, w których sport samochodowy zastąpiły zupełnie inne tematy a Stan Wojenny odciął zupełnie od światowych wydarzeń sportowych i postępu technologicznego w branży samochodowej. Przy odrobinie szczęścia można było trafić na tor w Brnie aby oglądać walkę o mistrzostwo świata samochodów turystycznych i Jaquesa Lafitte za kierownicą wyścigowej Alfy-Romeo 33.

Dekada lat dziewięćdziesiątych była powrotem do normalności, na który musieliśmy czekać od 1939. Z paszportami w kieszeni i telewizją satelitarną oraz Internetem każdy mógł do woli śledzić światowy sport samochodowy i oczywiście Alfy-Romeo deklasujące rywali w DTM i mistrzostwach samochodów turystycznych. Początek bieżącego stulecia to zmagania na polskich torach Alf-Romeo 156 rywalizujących o Puchar oraz przywracających polskie wyścigi do europejskiej normalności. Paszporty w kieszeni a później wejście w skład Unii Europejskiej umożliwiły podróże i oglądanie perełek motoryzacji podczas Mille Miglia i w renomowanych muzeach. Dzięki temu można do woli podziwiać kunszt inżynierów takich jak Vittoria Jano oraz wielkich stylistów. Przed II Wojną Światową ścierało się dwóch gigantów: Bugatti i Alfa Romeo. Po 1945 Ferrari i Porsche. Warto pamiętać, że wielki Enzo był kierowcą i szefem zespołu Alfy Romeo zanim założył własną firmę. Alfa modelem 8 C competizione udowodniła, ze bez trudu może wejść do rodziny twórców supersamochodów. Jednak gdyby tak się stało ta magiczna marka oddaliła by się od niezbyt zasobnych fanów samochodów sportowych.

 

Ryszard Romanowski

Dodaj komentarz
Skomentuj!

Adres email nie zostanie opublikowany

Musi zaczynać się od http:// lub https://
Usuń odpowiedź

Skomentuj pierwszy!